77

Czy Redaktor Bombik miał rację w sprawie certyfikacji psów do łowiectwa?

Klub Wyżłów Polskiego Związku Łowieckiego rozpoczął niedawno 4 rok swojego istnienia. Nie chcę w obecnym tekście sumować czasu minionego, chcę jedynie na bazie doświadczeń i przemyśleń tych lat, wrócić do dyskusji o certyfikacji psów myśliwskich. Chcę wrócić do dyskusji, która przetoczyła się przez Łowiec Polski latem 2014, a więc też już ponad 2 lata temu. Teksty Redaktorów Gduli i Bombika, Marka Roszkiewicza i mój wywołały spory rezonans w środowisku ale minęły 2 lata i życie wróciło w stare, mocno już zużyte łowiecko-kynologiczne koryto. Często myślałem, o krytycznie wtedy ocenianej przez mnie postawie Redakcji Łowca Polskiego i po latach, widząc obecnie sprawę nieco inaczej, wracam do tematu.

Przypomnę, że z grubsza rzecz ujmując, ścierały się wtedy dwa poglądy. Jeden, redakcyjny, mówił o braku potrzeby, a nawet sensu certyfikowania psów do polowania. Drugi, mój, o takiej konieczności. Szczegóły dyskusji Czytelnicy łatwo znajdą na stronie Klubu Wyżłów i w numerach ŁP czerwiec-sierpień 2014.

Najpierw fakty czyli jakie mamy zapisy prawa, jak wygląda praktyka łowiecka i jak zbudowany jest system.

Prawo:
ROZPORZĄDZENIE MINISTRA ŚRODOWISKA
z dnia 23 marca 2005 r.
w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz
(Dz. U. z dnia 15 kwietnia 2005 r.
Paragraf 5;

……

pkt. 7)
polowanie na ptactwo może odbywać się pod warunkiem używania ułożonego w tym celu psa, z tym że
jeden pies przypada na nie więcej niż trzech myśliwych;
pkt. 8)
polowanie na zwierzynę grubą może odbywać się pod warunkiem zapewnienia w
poszukiwaniach postrzałka udziału ułożonego w tym celu psa

Komentarz:
Zapis jest jednoznaczny i wskazuje, że zarówno do polowania na ptactwo jak i zwierzynę grubą konieczne jest posiadanie ułożonego do tego celu psa. Rozporządzenie natomiast nie tylko nie wymaga użycia psa rasy myśliwskiej ale również nie precyzuje czy i jak należy ocenić przydatność psa do danego rodzaju polowania. Jednocześnie zapis rozporządzenia wyraźnie wskazuje, że pies ma być ułożony.

Praktyka łowiecka:

Tutaj sprawa jest bardzo prosta. Nikt i nigdzie, w praktycznym łowiectwie, nie ocenia przydatności psa do danego rodzaju polowania, przed polowaniem czyli przed podjęciem przez psa czynności w łowisku. Czy przestrzegana jest zasada – jeden pies na maksymalnie 3 myśliwych podczas polowania na ptactwo?  Niech Czytelnik odpowie sobie sam w oparciu o własne doświadczenie.

Systemowe rozwiązania dotyczące kynologii łowieckiej w PZŁ:

  1. do polowania dopuszczony jest każdy pies, zarówno rasowy, jak i nie rasowy,
  2. nie ma żadnego, obligatoryjnego systemu testowania przydatności łowieckiej psów,
  3. system prób i konkursów psów myśliwskich w PZŁ realizowany jest, tak naprawdę, na potrzeby Związku Kynologicznego w Polsce i nie ma żadnego związku z certyfikowanie psów do polowania,
  4. przytłaczająca ilość psów wykorzystywanych w łowiskach nie podlega żadnym testom zapisanym w Katalogu Prób i Konkursów PZŁ i realizowanym przez agendy PZŁ.

Podsumowując, w polskim łowiectwie realizowana jest praktycznie w 100% postawa wyrażona w artykule Redaktora Pawła Bombika (ŁP 6/2014).

Dlaczego tak jest, czy to dobrze czy źle i czy może/powinno być inaczej?

Popatrzmy na problem bardzo praktycznie. Do czego właściwie ma służyć testowanie przydatności łowieckiej psów myśliwskich?

Myśliwy, który codziennie widzi na polowaniu psy nie potrafiące podnieść prostego aportu z wody, nie mogące dojść postrzałka, rozganiające zwierzynę i psujące całe polowanie, agresywne w stosunku do psów i ludzie, narzynające tusze itp., itd., powie prosto – dlatego, aby pies wypełniając zapisy Rozporządzenia Ministra Środowiska, był przydatnym partnerem w czasie polowania. Dla myśliwego ważny jest praktycznie przygotowany do łowiectwa pies, niezależnie od tego czy ma rodowód takiego, czy innego związku i czy ma w ogóle rodowód. Dla myśliwego, dla prowadzącego polowanie, dla łowczego koła ważne są więc proste, praktyczne testy obejmujące wszystkie psy używane w kole łowieckim, niezależnie od ich pochodzenia, i co bardzo ważne testy, które mogą być wykonane w kole, na oczach współtowarzyszy i organizatorów polowania.

Hodowca, odpowiadając na postawione wyżej pytanie powie – dlatego, abym mógł hodować psy zgodnie ze wzorcem rasy i abym mógł oprzeć swoje decyzje hodowlane o obiektywne standardy oceny, również po to, abym mógł porównać swoje wyniki hodowlane, z innymi hodowcami. Hodowca potrzebuje sprawdzianów testujących różne cechy swoich psów, potrzebuje trudniejszych warunków oceny, bardzo fachowej kadry oceniającej, potrzebuje też rywalizacji z psami innych hodowli. Dla niego, proste testy przydatności łowieckiej to za mało dla rozwoju hodowli ale wielka wartość dla choćby podstawowego przeglądu potencjału możliwie dużej grupy swoich wychowanków.

W tym miejscu jedna, niezwykle ważna uwaga. Pamiętajmy, że nie jest miarą kultury łowieckiej posiadanie psa myśliwskiego z rodowodem, nawet psa najpiękniejszego. Takiego psa może kupić sobie każdy, tak jak każdy może ubrać mundur, kupić luksusowy samochód czy równie luksusową broń. Miarą kynologicznej kultury łowieckiej, miarą udziału w tworzeniu niematerialnej wartości kultury jaką jest łowiectwo,  jest umiejętność wyszkolenia tego psa, umiejętność polowania z nim i przede wszystkim, gotowość do wzięcia udziału w wielkim dziele doskonalenia rasy, z której towarzysza łowów się wybrało. Prosta logika pokazuje, że im więcej myśliwych, również hodowców tak podchodzi do posiadania psa, tym poziom kultury łowieckiej wyższy.

Czy więc Redaktor Bombik miał rację? Czy ma sens wprowadzanie obligatoryjnych testów sprawdzających umiejętności psów używanych w łowiectwie w oparciu o istniejący w PZŁ system prób i konkursów, nawet po jego (tego systemu) istotnej korekcie? Po namyśle, muszę przyznać  rację Panu Redaktorowi. Nie ma sensu. Powodów jest kilka. Pierwszy, najważniejszy jest taki, że przy powszechnym wykorzystaniu w polskim łowiectwie psów bez rodowodu nie ma praktycznej możliwości realizowania takich testów przez sędziów pracy FCI. Trzeba też powiedzieć, że liczba sędziów pracy w Polsce (kilkadziesiąt osób) jest dalece niewystarczająca nawet do obsługi obecnego, zamierającego systemu. Warto też wiedzieć, że w ciągu ostatnich 4 lat nie pojawił się żaden nowy sędzia pracy, a upływ czasu w niedługim czasie pozostawi pustkę trudną do wypełnienia. Dla porównania powiem, że czescy kynolodzy mają do dyspozycji 1500 sędziów pracy, niemieccy grubo powyżej 3000. Kolejną, niesłychanie ważną przeszkodą jest powszechna niechęć polskich myśliwych do udziału w doskonaleniu ras. Typowa postawa polega na rozmnażaniu bez nadzoru, poza systemem, psów na jedynie własny lub kolegów użytek. Na łowieckim rynku dominują więc psy bez dokumentów poświadczających ich pochodzenie.

Czy jest jakiś sposób aby wypełnić praktyczną treścią wymagania zapisane w Rozporządzeniu Ministra Środowiska? Moim zdaniem, jest prosty sposób pozwalający na systemowe rozwiązanie problemu i do tego, umożliwiający włączenie do zadań związanych z kynologią dużej grupy myśliwych mających doświadczenie kynologiczne, a nie biorących udziału w obecnym systemie. W każdym kole łowieckim, podobnie jak to jest praktykowane z bronią kulową, powinien odbywać się corocznie test przydatności do polowania psów zgłoszonych przez myśliwych, członków koła. Test powinien prowadzić ktoś mający doświadczenie w pracy z psami (nie musi to być sędzia pracy), pod nadzorem łowczego i nie powinno być żadnych wymagań wstępnych (rodowód) dla zgłoszonych na testy psów. Forma testu może być dowolna, zgodna z oczekiwaniem myśliwych, sposobem polowania w danym kole i wreszcie charakterem łowiska. Zaświadczenie z tego sprawdzianu powinno być warunkiem dopuszczenia psa do polowania w kole i do wydania odstrzału na zwierzynę drobną. Takie rozwiązanie pozwoli na stopniowe zbudowanie praktycznego systemu certyfikowania psów do łowiectwa, systemu wolnego od skostnienia obecnych rozwiązań, systemu bliskiemu środowiskom w których psy są wykorzystywane.

Zapraszam do dyskusji.

PS. Osobnym tematem jest obecnie istniejący system prób i konkursów. To też jest sprawa wymagająca szerokiej dyskusji ale na razie porozmawiajmy o prostej certyfikacji.

 

Zbigniew Ciemniewski

77 Comments

  1. Jasne. Juz widze jak musliwi kupuja i certyfikuja psa zeby dostac odstrzal na 5 kaczek czy grzywaczy w sezonie. Poza tym moge polowac z kolega ktory ma ulozonego psa wiec moj odstrzal nie ma tu zadnego zwiazku

    • Szanowny Kolega może polować z Kolegą mającym certyfikat koła lub z pożyczonym od niego psem. To wprost wynika z tego co napisałem. Nie ma potrzeby kupować psa, można dostać za flaszkę, byle miał certyfikat. Pozdrawiam

      • To co proponujesz to totalna bzdura… można sobie pożyczyć lornetkę, pastorał, ewentualne sztucer, ale nie psa. Certyfikowanie psów w kołach przez osoby które niby się znają stworzy kolejna fikcję…

        • Czy poza epitetami są jakieś rzeczowe argumenty? Przypomnę, że zasadą angielskiej kynologii łowieckiej były wielkie psiarnie prowadzone przez fachowców, z psów korzystali natomiast wszyscy polujący. Nie widzę w tym niczego nietypowego. Osobiście nie jestem fanem polowania z cudzym psem ale to zupełnie inna sprawa.

          • Zbyszku, po pierwsze były, po drugie w Anglii, po trzecie były to psy gończe… PZŁ nie widzi żadnego problemu. Małżeństwo z ZKwP w pełni zadowala obie strony. Komu miałoby zależeń na tym, aby psy były w jakikolwiek sposób certyfikowane?

          • Pointery i setery nie? Ciekawe! Tomku, zamiast narzekać zaproponuj skuteczne rozwiązanie – warto spróbować. Jeżeli nie jesteś zainteresowany zmianami, to po co ta rozmowa?

          • To co proponujesz to rzeczywiście „dobra zmiana”. Jakiś nominowany „misiewicz” będzie teraz w moim kole certyfikował mi psa. Podobnie wygląda obowiązkowe przestrzeliwanie broni. Przyjeżdżamy na strzelnice, bądź podajemy przez kolegę kwity, dostajemy papier i wszystko gra. Tylko w tym przypadku idą za tym jeszcze jakieś pieniądze. Opłata za strzelnice, instruktora, szkolenie instruktorów. Może w przypadku psów też ktoś w tym zwietrzy interes i będzie ta certyfikacja. 🙂

      • Czy Pan tak chętnie pożycza swojego Psa? koledzy się dziwią po co się nosi gwizdek, a Pan proponuję debatę w Polsce ,która dla myśliwych niema znaczenia. Zapyta Kolega czemu: bo myśliwi strzelają tak świetnie że pies jest im nie potrzebny.Proponuję raczej zająć się kopiowaniem ogonów, myślę że wszyscy hodowcy podpiszą się pod petycją żeby wrócić do starych zasad.

        • Może warto również zająć się systemem który weryfikuje osoby ubiegające się o uprawnienia sędziowskie. Jak prezes słusznie zauważył w stosunku do naszych sąsiadów jest na tym polu wiele do zrobienia. Myślę, że to bardziej przełoży się na kondycję kynologii łowieckiej. Niestety żeby znać problemy kynologii trzeba być kynologiem praktykiem, czyli pracować z psami, podnosić zarówno ich umiejętności jak i swoje, startować z nimi w różnych zawodach testach podnosząc co raz poprzeczkę. Nie mam zamiaru dyskredytować w żaden sposób dyskutantów, ale żeby dyskutować o konstytucji trzeba być konstytucjonalistą, a nie mianować się specjalistą danej dziedziny.

          • Sprawa kadry sędziowskiej i jej dobór to, na dzisiaj, problem ZKwP, choć oczywiście dotyka też myśliwych i hodowców. To jest z pewnością sprawa o której warto podyskutować i jak zapowiedziałem na końcu tekstu, temat na pewno się pojawi. Co do reszty powtórzę, każdy głos powinien być wysłuchany, bo sprawa dotyka wielu zadań praktycznych. Świat „namaszczonych” i mających jedynie słuszne prawo do zabierania głosu powinien się skończyć.

        • Trochę męczące jest przekładanie tekstu z polskiego na polski ale widzę, że nie ma innej rady. Nigdzie nie namawiam do polowania z cudzym psem, choć można oczywiście tak polować. Certyfikacja psów do polowania jest po pierwsze, wdrożeniem obowiązujących w Polsce, a nie respektowanych obecnie, zasad polowania, a po wtóre, podstawą normalności na polowaniu. Mój tekst jest próbą przedstawienia rozwiązania, bezskutecznie dyskutowanego od dziesięcioleci tematu. Jeżeli są lepsze pomysły to warto je zaprezentować. Moje rozwiązanie ma, obok samej certyfikacji, wiele innych zalet o których wspomniałem w tekście.

          • Zbyszku, ja proponuje, żeby na świecie był pokój. Uważam, że obecne konflikty zbrojne do niczego dobrego nie prowadzą i większości są niezgodne z międzynarodowym prawem (np. aneksja Krymu) Proponuje następujące rozwiązanie: niech wszystkie strony konfliktu złożą broń i podadzą sobie ręce na zgodę, niech każdy naprawi szkody które wyrządził innym itd. itd….. Jeżeli ktoś ma lepsze pomysły to myślę że warto je zaprezentować. Pragnę zauważyć że proponowane przeze mnie rozwiązanie ma jeszcze wiele innych zalet.

  2. Tu nie trzeba dyskusji, każdy widzi jak jest w Polsce i jak jest za naszą granicą. Jak działają tam związki, kluby i jak wygląda to u nas. Trzeba trochę zejść na ziemię, naszą polską ziemię i zacząć dostrzegać pewne sprawy, zależności, interesy. Trzeba przynajmniej spróbować otworzyć oczy, uczy, bo widzę, że z tym jest największy problem. Trzeba również uruchomić umiejętność logicznego myślenia…

  3. Witam ,
    sądzę że błąd w rozumowaniu tkwi w 1.bezrefleksyjnym oddawaniu przyszłego ewentualnego certyfikowania psów na potrzeby polowań w ręce PZKyn
    2.założeniu że nie można przyjąć uproszczonych egzaminów przeprowadzanych wewnątrz kół wg ogólnych zasad i wytycznych i stopniowo podnosić wymagania
    3.że w polskiej łowieckiej kynologii nic się nie zmienia
    4. że nie można ożywić martwych przepisów przez wprowadzenie obowiązku umieszczania danych(czip, tatuaż) psów w protokołach wszystkich polowań (trzeba zacząć od Hubertowskich ZG w Spale)

    • Witam i cieszę się z wreszcie konstruktywnego głosu w ważnej sprawie. Cały pomysł polega na rozpoczęciu budowania rzeczywiście łowieckich i bardzo praktycznych narzędzi oceny psów. W Polsce jest wielu ludzi znających się na psach myśliwskich, polujących z nimi ale zupełnie nie biorących udziału w obecny systemie. Trudno im się zresztą dziwić. Trzeba tych ludzi zaprosić do współdziałania i przełamać istniejącego pata. Pisałem w tekście wyraźnie, że przyszła certyfikacja nie powinna być oparta o sędziów ZKwP (choć oczywiście ich nie wyklucza).

  4. Proponuje następujące rozwiązanie :
    -okres przejściowy w którym certyfikują komisje koleżeńskie w kołach wystawiając odpowiednie zaświadczenia i prowadząc ewidencję
    -obowiązek wpisywania psów i ich uprawnień do protokołów polowań
    -w okresie przejściowym PZŁ przepriwadzi szkolenia i egzaminy sędziowskie
    – psy które uzyskałycertyfikaty w okresie przejściowym nie podlegają powtórnej certyfikacji
    – po okresie przejściowym składy sędziowskie PZŁ certyfikują psy w okręgach i prowadzą ewidencję
    – PZŁ podejmuje próby współpracy z ZKwP

    • Zbyszek, co Ty za herezje głosisz? Psy nierodowodowe będziesz certyfikował? Niech sobie to robią Niemcy i inne nacje, my trzymajmy się swoich zasad. zasad, które wcześniej czy później dadzą dobre efekty. Myśliwy, który zakupi psa z „metryką” , czyli rodowodowego, dopuszczany jest do prób i to jest jedyną weryfikacją. – innej nie znam.

    • Zgoda. Myślę, że warto też wprowadzić od początku katalog umiejętności wymaganych od różnych grup psów myśliwskich. W niedługim czasie dam na stronę info jak wygląda takie rozwiązanie w Niemczech.

  5. Panie Radku, brak jest ludzi z uprawnieniami do sędziowania w trakcie prób i konkursów, a Pan chce certyfikować psy w kołach? Kto to będzie robił? Instruktorze kynologiczni? Proszę nie żartować.Ja już kiedyś przytaczałem opis „certyfikacji” psów w rękach myśliwych. Następny przykład opisu: ” Suka w typie wyżła. Czarno- biała – podpalana. Włos średni, oko jasne, bystre.Ogon skrócony. Nie boi się strzału, lubi pływać, aportuje przedmioty . Wg oświadczenia członka Koła dobrze pracuje w polu, ma stójkę. Zakwalifikować do polowania”. Ten opis dokonał ówczesny przewodniczący Komisji Upowszechniania Psa Myśliwskiego (lekarz wet.) ,przy udziale łowczego Koła. Materiały z tej „certyfikacji” znajdują się chyba do dnia dzisiejszego w archiwum Zarządu Okręgowego PZŁ.Daje Panu słowo honoru, że to nie jest żart.
    Jeżeli myśliwy chce polować z psem, który nie posiada rodowodu to niech sobie poluje, ale my, czyli osoby zajmujące się kynologia łowiecką na poważnie, nie „maczajmy w tym palców”. Jako czynny uczestnik ZKwP jestem za znacznym ograniczeniem wpływu tej organizacji na kynologię łowiecką. Wiem, że będzie to bardzo trudne.

    • Jeszcze trudniej jest zmusić myśliwych do podniesienia kwalifikacji nabywanych piesków . Pomysł certyfikacji psów używanych w łowiskach jest olbrzymim krokiem w tym kierunku . W jaki sposób się to zrobi jest drugoplanowe . Celem jest uporządkowanie pracy psa podczas polowania a co za tym idzie podwyższenie jakości polowania . Im szybciej to nastąpi oraz w sposób najprostszy i bezpłatny tym lepiej ! Zakładam , że certyfikacji obecnych psów ( nieposiadających udokumentowanych testów użytkowych ) odbyłaby się w okresie jednego roku . Po tym okresie nowo nabyte psy podlegałyby obowiązkowym testom użytkowym orgaznizowanym przez PZŁ .
      Nie widzę konieczności obecności przedstawicieli ZKwP w przeprowadzaniu w/w testów dopuszczającytch psy do łowiectwa a co za tym idzie „trudności”. Od osób biorących udział w Memoriałach zagranicznych słyszałem , że sędziami są tam osoby z wielkim doświadczeniem w układaniu psów . Myślę , że powinien być to warunek przy nadawaniu uprawnień zarówno sedziowskich jak i instruktorskich .

    • Marku, trzeba zejść na ziemię czyli do realnie otaczającej nas rzeczywistości. Przywołam przykłady z 2 polowań, w różnych kołach i do tego w różnych częściach Polski ale oba z obecnego sezonu.
      Przykład nr 1. Ruszamy w pole na koguty. Jakieś 100 – 150 metrów ode mnie idzie z dwoma wyżłami myśliwy. Jestem skoncentrowany na tym co dzieje się przede mną i jak pracuje Gapa ale nagle widzę przelatujące nad moją głową koguty, a po sekundzie słyszę piskliwie ujadającego psa. Patrzę, a jeden z psów mojego sąsiada rozgania bażanty w burakach po czym, goni je głosem prawie po horyzont. Potem dowiaduję się na boku, że zjada bażanta którego dopadnie. Przykład 2. Polowanie w grupach na bażanty. Moja grupa liczy 3 osoby. Ja z Florą, a jeden z kolegów z wyżłem szorstkowłosym, po bardzo dobrym, rodowodowym skojarzeniu. Dodam, że pies poluje od kilku sezonów i nie słyszałem o nim do tej pory złej opinii, choć nigdy nie polowaliśmy razem. Przed rozpoczęciem polowania kolega głośno się martwi, że wyczerpała się bateria z teletaktu i nie wie jak sobie poradzi w terenie (???). Ruszamy. Pies kolegi pracuje 200 do 500 metrów od przewodnika, podnosząc bażanty, w uznanych przez siebie za właściwe miejscach, absolutnie nie reagując na nawoływania kolegi. Spotykamy się z nim dopiero na zbiórce. Kolega jest przekonany, że pies jest super i problem tkwi jedynie w baterii. Ten wątek można by jeszcze rozwijać, ale na potrzeby tej wypowiedzi chyba wystarczy.
      Taka jest rzeczywistość w kołach. Dyskusja o tym czy pies myśliwski ma mieć rodowód czy nie ma sens wtedy, kiedy w jakikolwiek sposób odnosi się do rzeczywistości. Na dzisiaj, nie odnosi się w najmniejszym stopniu i pewnie stąd trwa bez efektu przez ostatnie 50 lat. Prawda jest taka, że trzeba budować nowy system i to budować od samego początku czyli od myśliwych i kół łowieckich.

  6. Panowie,
    – w okręgach zgłoszonych jest po ok.1,5 tys. psów w tegorocznych konkursach i próbach wzięło udział 150
    – próby mają inny cel niż ewentualne egzaminy certyfikacyjne które powinny odpowiadać warunkom polowania -bezwzględnie włóczki i odszukiwanie (dohledavka)
    -trzeba zalegalizować obecny stan kynologii łowieckiej jako wyjściowy i podnosić wymagania
    -co do wiedzy kolegów w kołach to myślę że będą się uczyć szybciej niż niektórzyobecni sędziowie kynologiczni , a przykładów na komiczne wręcz zachowanie polskiej śmietanki sędziowskiej mogę podać dziesiątki

    • 150 w całej Polsce, i to do tego wiele z nich startowało wielokrotnie. Też jestem zdania, że myśliwi bardzo szybko przyjmą pozytywnie standardy użytkowe. Brak tych standardów jest przecież dla wszystkich bardzo uciążliwy – patrz mój głos wyżej. Spróbuję przygotować konkretną propozycję dla ZG, dam ją na stronie dla dalszej dyskusji, a po jej zakończeniu prześlę na ręce władzy

    • Kol. Radku, czy można wiedzieć, skąd pochodzą dane o liczbie psów przypadających na okręg? Czy były one gdzieś udostępniane?

      • to dane z mojego okręgu, ale wystarczy podziellić 90tys myśliwych przez 3 psy na myśliwego aby określić przyszły rynek psów ras myśliwskich certyfikowanych na pióro

    • Panie Radku, ujawniać.Bo kto to ma robić. Pokątnie tylko będziemy dyskutować? Pół słówkami? Kto konkretnie na jakim konkursie źle sędziował. Jak pewnie Pan wie ja często mam krytyczny stosunek do organizacji konkursów i samego sędziowania, Zraziłem sobie kilku kolegów, ale na pewno nie zaprzestanę mówienia co sądzę o nieprawidłowościach w kynologii łowieckiej.

      • Co to zmieni w obecnej sytuacji ? Komu się poskarżyć ? Do kogo odwołać ? z samego mówienia nic nie wyniknie, ale mogę się jeszcze obrazić i ze swoją pasją wyemigrować do klubu niemieckiego, czeskiego, słowackiego, ukraińskiego, itd,itp

  7. Te przytoczone przez Ciebie przykłady tylko upewniają mnie w przekonaniu, że teoria z certyfikacją psów bez rodowodów jest błędna. „Certyfikować „(przepraszam za to stwierdzenie) należy przede wszystkim myśliwych.
    Przykład z wczorajszego polowania na koguty Polujemy w trzech myśliwych. Dysponujemy wyżły: Napoleonem ,Ronem i moją biedną Yukką. (Wszystkie te wyżły znasz) .Strzeliliśmy tyko 6 koguty ponieważ sądzimy, że były one w kukurydzach (których w moim łowisku jest bardzo dużo), a nie chcieliśmy żeby nasze wyżły robiły za płochacze. Dwa psy pierwsze pracowały perfekcyjnie, moja suczka na początku b. dobrze, (wystawiła i aportowała dwa koguty), niestety później „wyszła mi z ręki „(za zającem i za sarnami). W sumie ja byłem zadowolony z jej pracy bo jak wiesz moja wyżlica to „pies specjalnej troski”. i z nią nie można postępować ostro Ktoś obserwując z boku mógłby powiedzieć, że z takim psem nie nie chciał by polować.Potwierdza się zasada, że z każdym psem myśliwskim można polować, tylko trzeba wiedzieć jakie w stosunku do niego ma się oczekiwania i jak z nim postępować.Zgadzam się w całości z ostatnim zdanie w Twoim poście.

    • Marku to, że jest lepiej z rodowodowym, do tego ułożonym wyżłem, prowadzonym przez znającego się na rzeczy przewodnika nie mam cienia wątpliwości i chyba nikt w tym gronie nie twierdzi inaczej. Tylko nie o tym jest rozmowa. Żeby pokazać myśliwym, że ich psy nie potrafią najprostszych rzeczy (vide moje tegoroczne doświadczenie opisane wyżej) trzeba zrobić podstawowe sprawdziany na oczach łowczego i pozostałych kolegów w kole. Wtedy sprawa będzie prosta. Nie będzie się dało „nadawać” na sędziów, ZKwP, brak pieniędzy itp. System nie może być budowany na miłych ale niczego nie rozumiejących (przepraszam rozumiejące) dziewczynach w ZKwP, tylko na myśliwych i kołach łowieckich. Tam powinno się z psami polować, tam powinno się psy testować i tam wreszcie powinno się psy myśliwskie hodować. Dla mnie sprawa jest oczywista.

  8. Trzymam kciuki,
    każda zmiana w celu wprowadzenia certyfikacji psów będzie zmianą na lepsze
    Wiem że hodowcy i sędiowie którzy zdominowali obecny rynek ,dobrze czują się w obecnej sytuacji i boją się zmian. Każda zmiana niesie niewiadome, a proponowane zmiany niosą też zapowiedź wzrostu konkurencji i presji nowych oczekiwań , wzrost liczby sędziôw i hodowców.
    Opór będie rósł szczególnie ze strony osób związanych z ZKwP .
    Dla zwolenników obecnego status quo mam jedną uwagę, zmiany dotyczą niezagospodarowanego obszaru kynologii ras myśliwskich , obszaru kynologii łowieckiej, a ta pozostawała poza obszarem waszych zainteresowań .

  9. Panie Prezesie czy może Pan ujawnić dane :
    – ilu członków liczy klub ?
    – o ile wzrosła liczba członków w stosunku do ubiegłego roku ?
    – gdzie można śledzić informacje o walnych zgromadzeniach i innych korporacyjnych wydarzeniach klubu ?

  10. Nie zrozumiałem, to są ,czy nie są tajemnicą i czy ważne jest kto, czy to ja czy Pan je udostępni ?

  11. Z zaciekawieniem przeczytałem opinie uczestników dyskusji na powyższy temat i widzę ,że budzi on emocje, co jest w pewnym sensie naturalne bo wypowiadają się osoby które po pierwsze – znają się ( w znakomitej większości ) na kynologii , po drugie – widać , że wypowiadają się na temat który leży im nazwijmy to na ” sercu” i co więcej , chcą dobrych rozwiązań.Kiedy zastanawiałem się nad tym które z poglądów w/w prezentowanych są mi bliższe,stwierdziłem ,że raczej opowiadam się za zmianą zaostrzającą wymagania stawiane myśliwym w par.5,7i 8 cyt. Rozporządzenia Min Środ.( w sprawie szczegółowego wykonywania polowania i znakowania tusz ) niż postulowaną próbą konkretyzacji nieszczęsnych zapisów pozwalających na polowania z udziałem psów ras niemyśliwskich poprzez uściślenie określenia pies ” ułożony ” . Ja wprawdzie rzadko obecnie spotykam na polowaniach na ptactwo psy ras niemyśliwskich za to na polowaniach na zwierzynę grubą jeszcze się to niestety zdarza. Należy zatem postulować aby w regulaminie polowań dodać, że do polowania wykorzystywać można jedynie psy ras myśliwskich.Nadeszła pora aby wymogiem było używanie do polowań psów rodowodowych .Oczywiście wszystkie dotychczasowe psy użytkowane do polowań przez myśliwych miały by prawo do spokojnej starości w rękach myśliwego zgodnie z zasadą ( lex retro non agit ) ale przyszłość powinna należeć do myśliwskich psów rodowodowych po konkursach użytkowych. Stawiane są coraz to wyższe wymagania w zakresie rodzaju broni i amunicji używanej do polowań , dlaczego więc nie mają być zwiększone wymagania dla myśliwych polujących na ptactwo, skoro udział psa w takim polowaniu jest obowiązkiem ustawowym.Przecież nie ma obowiązku bycia myśliwym . Wiadomo, że z myślistwem łączą się immanentnie określone wydatki w tym ewentualne wydatki na kupno rasowego psa. Nie każdy rzecz jasna ,musi takiego psa kupować co oczywiste, ale ten kto się na to decyduje, ma zapewnione polowanie na ptactwo . Ci co nie mają warunków do przetrzymywania psa mogą skorzystać z pomocy kolegi lub polować na ptactwo na polowaniach komercyjnych gdzie organizatorzy zapewniają udział psów odpowiadających wymogom ustawowym.Za takim postawieniem sprawy przemawiają względy etyki myśliwskiej, tradycja kynologiczna a także względy bezpieczeństwa .Pośrednie wyjścia są tylko utrwaleniem aktualnie istniejącej sytuacji tzn daleko idącej pobłażliwości dla wszystkich którym obojętnym jest z jakim psem poluje, byle polować . Dla mnie prawdziwy myśliwy to ktoś kto ma pozytywny stosunek do psów myśliwskich i nie traktuje ich tylko instrumentalnie. Mówię to mimo, że w praktyce spotykam na polowaniach psy nierodowodowe (choć po rodowodowych rodzicach ), które zostały świetnie ułożone do polowania. Kończąc ten wątek należy uczynić wszystko aby w niedalekiej przyszłości polowania na ptactwo odbywały się tylko z udziałem rodowodowych psów myśliwskich sprawdzonych użytkowo na konkursach (nie muszą to być konkursy wszechstronne , czy wielostronne ale np.uprawniające do polowania na ptactwo wodne ) Bardzo cenię Tomka Wińskiego za jego wiedzę kynologiczną i praktyczne umiejętności w układaniu psa i oczekuję od niego rzeczowej dyskusji na ten temat zamiast ” totalnej opozycji ” Może da się namówić do napisania artykułu w tej sprawie na łamach ŁP lub innym tego rodzaju czasopiśmie i wtedy usłyszymy propozycje od uprawnionej do wygłaszania poglądów osoby ( a więc …” konstytucjonalisty w sprawie konstytucji …” ) Prawdą jest, że mało jest osób z uprawnieniami sędziowskimi do oceny użytkowości psów myśliwskich, ale ten problem można rozwiązać o czym świadczą przykłady z sąsiednich państw. Nie podzielam poglądu o słabej ” jakości ” naszych sędziów . Słabością jest brak chęci w uczestniczeniu w konkursach psów użytkowych .Wielokrotnie uczestniczyłem w takich konkursach i dziwiłem się jak to możliwe, że do konkursu zgłaszane są psy tak słabo przygotowane . Co mają zrobić Ci sędziowie, dać wszystkim po co najmniej 3 zera ?.Oni dobrze znają przepisy regulaminu . Na konkursach rangi regionalnej mogą się zdarzyć przypadki ” łagodniejszego ” potraktowania początkującego przewodnika takiego psa , choć regulaminy są jednakowe dla imprez różnej rangi.Można też pomyśleć o zróżnicowaniu wymagań konkursowych w zależności od rangi zawodów .Wracając do meritum : pomysł certyfikacji psów nierodowodowych i ras niemyśliwskich jest nienajlepszy . Jest również trudny do przeprowadzenia z uwagi na brak wystarczającej liczby uprawnionych do rzetelnej oceny umiejętności psa . Zresztą należy podzielić uwagi w tym zakresie podnoszone przez dyskutantów. Należy wyjść z założenia że myśliwi którzy zdecydowali się na użytkowanie psów do polowania wykorzystują tylko takie z nich które faktycznie się do tego nadają. Które rzeczywiście pomagają w polowaniu a nie przeszkadzają , które nie są niebezpieczne dla innych osób lub zwierząt .Nikt nie jest zainteresowany użytkowaniem psa który nie aportuje lub jest agresywny bo po co miałby to czynić. Można też domniemywać że ustawodawca pozostawił do uznania myśliwego czy pies przez niego użytkowany jest ułożony czy nie, bo wychodząc z założenia, że jest racjonalny – nie zamieścił obowiązku weryfikacji tego pojęcia przez inne osoby . Próba certyfikacji może skłócić środowisko myśliwych , czego przykładem jest ta dyskusja. Wyjściem jest zmiana przepisów regulaminu polowań .Przedtem należy przekonać myśliwych a w szczególności działaczy PZŁ o konieczności zmian w kierunku zwiększenia wymogów o których wspomniałem co będzie służyło zarówno myśliwym jak i hodowcom wyżłów i innych ras psów myśliwskich

    • Panie Irku, podzielam w całości Pańską opinię na temat certyfikacji i polowania z psami rasowymi. Niestety jednak jesteśmy w mniejszości, idzie nowe, a ściślej „Dobra zmiana”. Jaki tej zmiany będzie skutek – okaże się w najbliższym czasie. Ja jestem pesymistą.

    • Uff, przeczytałem z ciekawością i muszę się całkowicie zgodzić z częścią „ideologiczną” która mówi, że:
      1. nie każdy musi polować ale jak zdecyduje się to robić, ma być etycznym i prawym myśliwym, polującym zgodnie z przepisami, zgodnie z tradycją łowiecką itp. (w tym z rodowodowym, ułożonym do polowania psem),
      2. znacznie lepiej jest polować z rodowodowym i do tego ułożonym własnym psem niż z czymkolwiek innym,
      3. należy doskonalić system oceny psów oparty o kompetentnych sędziów FCI itd.
      Jest tylko mały problem. Takie myślenie odstaje od realnej rzeczywistości tak bardzo, że nikt od 50 ponad lat nie spowodował aby ta ideologia działała. W czym jest więc problem? Z mojego punktu widzenia można ten problem przedstawić następująco;
      1. przeważająca część myśliwych nie działa z pobudek ideologicznych, tylko patrzy na sprawę bardzo pragmatycznie, żeby nie powiedzieć po wiejsku – pies jest kosztem i kłopotem, pies jest po to aby zwiększyć sukces łowiecki, a nie z innego powodu, najtańszy jest pies kolegi, a jeszcze taniej jest pozostawić kaczkę w trzcinach, jak nie da się jej zobaczyć z brzegu i przyciągnąć patykiem. Przecież „tak robią wszyscy” …….,
      2. konsekwentnie akceptując w systemie taką postawę, łącznie z równą konsekwencją w zmniejszaniu wymagań dla przyjmowanych do PZŁ, doprowadzono do sytuacji, gdzie coraz mniej myśliwych chce i potrafi polować z psem na ptactwo. Skala nieumiejętności w rozumieniu sposobu prowadzenia psa w łowisku, wymagań które można i trzeba mu postawić jest nieprawdopodobna. Nie mówiąc już o tym, że przecież 1 nabój=dzik wagi 50 kg lub 1/20 kaczki wagi 70 dkg, a dla koła też ważny jest dzik, a nie kaczka czy bażant,
      3. w praktyce przekazano znakomitą część kompetencji związanych z kynologią łowiecką do ZKwP, w łowiectwie pozostawiając tylko czarną robotę w postaci realizacji prób i konkursów pod dyktando ZKwP, tylko dla jego członków i do tego wszystkiego za nasze, pzłowskie pieniądze. Ta sprawa wielokrotnie wracała we wszelkich dyskusjach klubowych pokazując, że dla znakomitej części myśliwych obecny system prób i konkursów jest „ciałem obcym” w PZŁ. Trzeba mocno powiedzieć, że w krajach z kynologią łowiecką prowadzoną na europejskim czy światowym poziomie psy myśliwskie, w ramach systemu hodowlanego zgodnego ze standardami FCI, prowadzone są osobno i podlegają innym rygorom niż psy niemyśliwskie (np. osobne księgi rodowodowe, system klubowy itp.),
      4. Na koniec, żeby nie przedłużać, pisałem jak oceniam wprowadzone ostatnio „uproszczenia” w systemie prób i konkursów. To jest obraz sposobu zarządzania systemem z punktu widzenia ludzi związanych z ZKwP, a nie z łowiectwem i polowaniem, które powinny być podstawowym punktem odniesienia.
      Pozdrawiam. Temat jest szeroki i nie mogę się rozpisywać nadmiernie, bo nikt nie doczyta do końca.

    • Panie Ireneuszu , nie zgodzę się z Panem
      co do jakości sędziowania i uważam , że słabe przygotowanie psów nie tłumaczy słabego przygotowania sędziów.
      Dobrą zasadą jest wymóg dla kandydata na sędziego posiadania psa z grupy ras sędziowanych i prowadzenia go na conajmniej dwóch konkursach w randze w której o uprawnienia sędziowskie się ubiega, zdobywając dyplom I stopnia.
      Nie można udawać guru tylko na podstawie własnego oświadczenia .
      Chcesz sędziować wszechstronne pokaż 2 dyplomy I st. z 2 wszechstronnych zdobyte z własnym psem itd, itp

  12. Nic się nie zmieni przy takiej postawie władz klubu !
    Udostępni Pan Wszystkim dane które zawsze powinny być jawne ?!
    Czy może klub liczy 2 członków a bije pianę za całe środowisko i udaje większego gracza niż jest ?!
    Tylko jawność i otwartość pozwoli zjednoczyć środowisko we wspólnym celu .
    Jeżeli robi Pan to dla alibi PZŁ , aby związek mógł rozliczyć swojà kynologiczną rolę w łowiectwie to szkoda naszego czasu .

    • Szanowny Kolego, jakie dane powinny być jawne? Może mam podać imiona, nazwiska i dane teleadresowe członków klubu? Proszę napisać do ZO w swoim okręgu z prośbą o podanie takich danych myśliwych w okręgu albo w Kolegi kole! Klub podlega nadzorowi ZG PZŁ w każdym wymiarze i proszę nie stawiać sprawy w taki sposób. Na potrzeby tej niemądrej dyskusji mogę podać jedynie, że klub liczy 25 osób. Czy to daje podstawę do dyskusji spraw ważnych w kynologii? W moim pojęciu dyskusja toczona jest na forum klubowym, przez osoby często nie będące członkami klubu jak również przez członków klubu i ma szeroki oddźwięk w środowisku. Podawałem wyżej oglądalność tego co się na stronie klubowej dzieje. Warto też przeczytać ostatnie zmiany w regulaminie Część Ogólna, żeby zobaczyć czy nasza dyskusja i aktywność ma sens czy nie.

    • Jeszcze parę słów na ten temat, bo powiem szczerze, czuję się dotknięty tym co Kolega napisał. W polskiej przestrzeni publicznej, a przecież łowiectwo to część tej przestrzeni w której funkcjonuje prawie 120 tysięcy osób. ciągle dominuje przekonanie, że wszelka aktywność publiczna zawsze wynika z osobistego interesu osoby aktywnej. Nigdy, a może lepiej, prawie nigdy nie widzi się, że ktoś może chcieć zrobić co pozytywnego, czy zrealizować jakąś swoją ideę w tej przestrzeni. Dlaczego tak jest? Sprawa jest dosyć prosta – każdy widzi rzeczywistość, przez swoje jej rozumienie. W działalności klubowej codziennie muszę tłumaczyć sens istnienia klubu odpowiadając na podstawowe pytanie „a co JA z tego będę miał”. Tak myśli nasze środowiska w przeważającej większości i tak ocenia działanie innych. Do mnie wielokrotnie kierowano zarzuty, że promuję własną hodowlę, promuję siebie, działam na zlecenie PZŁ aby maskować brak jego aktywności (to dzisiejszy wątek) itp.. Brak argumentów nie powoduje, że takie zarzuty nie są stawiane gdyż takimi schematami myślą osoby czyniące te zarzuty. Jeżeli chcemy coś naprawdę zmieniać, jeżeli chcemy współtworzyć świat w którym funkcjonujemy, jeżeli nie chcemy być wiecznymi malkontentami patrzącymi z zazdrością i podziwem na innych i plującymi w swoje gniazdo, to musimy nauczyć się działać wspólnie. Do wspólnego działania potrzebne jest pozytywne myślenie, przesunięcie wątku – „co JA z tego będę miał”, na drugi plan, szukanie najlepszych rozwiązań, a potem wsparcie dla tych którzy będą je wprowadzali w czyn. Mam nadzieję, że damy radę, choć nie ukrywam, że czasem myślę, że nie.

      • Osobiście uważam , że klub wyżła powinien istnieć również w Polsce . Klub Wyżła przy PZŁ istnieje już trzy lata , mam nadzieję , że zawiązał się na pdst jakiegoś statuty , który jest ogólnodostępny i wiążący zarząd do przestrzegania zawartych w nim regulacji. Zwykle co roku są robione sprawozdania a co cztery wybory. Taki klub ( jeżeli nie jest towarzystwem wzajemnej adoracji ) powinien dążyć nie tylko do propagowania pracy wyżła ale również do zrzeszenia jak największej ilości członków . Fajnie , że klub prowadzi szkolenia dla menerów , chętnie wziąłbym w nim udział pod warunkiem , że będą go prowadzić światowe autorytety ( myślę tu o osobach mających nie tylko doświadczenie w szkoleniu psów ale rónież wyniki konkursowe na najbardziej prestiżowych Memoriałach ) . Fajnie , że Klub współorganizuje konkursy jak ten na Mazowszu dla młodych piesków i początkujących menerów . Szkoda , że nie udało się z Memoriałem , który na wzór sąsiadów widziałem jako wszechstronny . Bez względu na to czy Kolega Prezes poda informację na temat historii ilości członków Klubu to i tak niebawem nastąpi sprawdzian . Jestem na etapie poszukiwań Klubu Wyżła i wybiorę ten , który będzie otwarty na członków i transparentny . Decyzję podejmę na początku 2017 roku tak więc Kolego Prezesie jeśli Klub chce zwiększyć ilość członków proszę się otworzyć na takich prostych ludzi jak ja .

        • Szanowny Kolego, Klub jest otwarty na wszystkich którzy spełniają proste wymagania statutowe. Dla wyjaśnienia pełny tekst statutu znajduje się na stronie klubowej, w zakładce Klub. Warto zajrzeć. Co do szkoleń prowadzonych przez „światowe autorytety” – wysoko Kolega stawia poprzeczkę. W naszej realnej, kynologicznej przestrzeni jest problem z informacją na poziomie podstawowym ale tak się złożyło, że ostatnie szkolenie prowadził Kolega Markus Kozlowski który na niedawnych Mistrzostwach Świata w Danii zajął 2 lokatę, prowadząc suki z którymi był na naszym szkoleniu. Jestem pewien, że następne szkolenia poprowadzą równie dobrzy fachowcy.

          • Zaproszenie szkoleniowca z zagranicy kolegi M.K. było jak najbardziej dobrym krokiem . Im więcej takich osób z różnych stron świata przyjedzie do nas przekazać swoją wiedzę i doświadczenie tym lepiej dla naszej kynologii i łowiectwa . Jestem bardzo zainteresowany takimi szkoleniami ,

  13. Dziękuję za informacje 🙂 pozostały komentarz jest zbędny . Wystarczyło podać dwie liczby było 23 jest 25 i tyle . Tyle oczekiwałem. Nie wiem skąd ta elektryczność .
    Dziękuję za odpowiedź .

  14. Jeżeli Administrator tej strony przestanie uważać , że jest pępkiem świata i wszystko odbierać jak atak na swoją osobę to łatwiej będzie się rozmawiać .
    Z prostego pytania o to ilu jest członków Klubu zrobił się problem z ochroną danych osobowych i podażaniem zasług działalności społecznej Zarządu .
    Przypominam , że Klub uchylał się z podaniem tej prostej odpowiedzi już od jakiegoś czasu ,od kiedy inny Kolega o to zapytał.
    A chodziło o ustalenie skali, czy mamy legitymację aby zmieniać świat polskiej kynologii łowieckiej .

    • Szanowny Kolego, to jest nte pytanie na ten temat, wpisujące się dobrze w aktywność Kolegi AB wnioskującego parę miesięcy temu o rozwiązanie klubu z powodu braku członków. Moja „elektryczność” ma swoje racjonalne podstawy. Co do spraw zasadniczych powiem, że to nie kluby, niezależnie od liczby członków, ale ludzie mogą zmienić polską kynologię. Klub jest jedynie forum do wymiany poglądów, ich kształtowania, przekazu informacji itp. Gdyby Klub liczył 500 członków, to nadal nic się w polskiej kynologii nie zmieni. Jeżeli zamiast kopać się po nogach, narzekać, szukać dziury w całym, będziemy szukali dobrych rozwiązań, przekonywali do nich myśliwych i decydentów łowieckich, to coś dobrego ma szansę się zdarzyć. W przeciwnym wypadku będziemy coraz bliżej dna. Proszę zwrócić uwagę ile, spośród ponad 50 wpisów w tej sprawie, miało charakter merytoryczny i zawierało jakieś propozycje czy prezentowało czyjeś poglądy. Niestety jest to codzienność „wymiany poglądów” w środowisku, okraszona zwykle osobistymi wycieczkami, a nierzadko po prostu chamstwem.

  15. Sanowny Panie Prezesie Forum Wymiany Poglądów pod nazwą Klub Wyżłów PZŁ , pozwolę sobie , oczywiście za Pana pozwoleniem i jeżeli uzna Pan to za wystarczająco merytoryczne i nie chamskie oświadczyć że w moim przekonaniu wszyscy którzy wzięli udział w tej dyskusji na niczym się nie znają, przyświeca im tylko jedna myśl jak utrudnić Panu misję zbawienia polskiej kynologii łowieckiej , zmiany jej na bardziej zbliżoną do ideału czyli do Pana wizji . Od dzisiaj będę pisał peany na Pana cześć , podziwiał Pana podróże łowieckie, wychwalał doskonałą pracę Pana psa ,który powinien być wzorem do szkolenia dla przyszłych sędziów.
    Deklaruję ,że będę Pana wspierał w upraszczaniu regulaminów, aż do ich całkowitego uproszczenia ,
    Nigdy nie zapytam ilu jest członków klubu , bo przecież wiem że nie w ilości a w Naszym Prezesie siła.
    Będę razem z Panem wytykał nieudacznikom Czechom ich cyrk. Wychwalał Niemców do czasu kiedy to się Panu nie zmieni.
    Potem będę wychwalał kogo Pan wskaże.
    Nie zapytam nigdy na forum klubowym dlaczego zraził Pan do idei tego klubu już tyle osób.
    Nie przejdzie mi przez myśl zapytać dlaczego nie zależy Panu na zwiększaniu liczby członków klubu i posiadaniu przez to wiekszego nacisku na ZG PZŁ i ZKwP
    Będę z Panem we wszystkich staraniach mających na celu zbawienie przez Pana mnie, mojego psa i całej kynologii łowieckiej .

  16. Witam wszystkich Kolegów uwikłanych w dyskusję. o Klubie i kondycji naszej kynologii łowieckiej Zaznaczam, że członkiem Klubu Wyżłów PZŁ nie byłem i nie jestem. Wiecie Koledzy dlaczego polska kynologia łowiecka jest w takiej kondycji jak obecnie ? Wystarczy poczytać wszystkie te posty. Czy się coś w najbliższych latach zmieni? Ja uważam, że na pewno nie za mojego życia.
    Jeżeli ktoś jest ciekawy czy dany sędzia startował w konkursach i zdobywał dyplomy to niech sięgnie do „ŁP” oraz do Katalogów Prób i Konkursów Pracy Psów Myśliwskich w roku ……(Znajdują się w archiwach ZO PZŁ i ZO ZKwP), a nie bije piany. A jak wcześniej pisałem jeżeli ma się zastrzeżenia do pracy sędziego, że nie ma kwalifikacji to proszę pisać po imieniu i nazwisku, z podaniem faktów, a nie oceniać całe środowisko sędziów na podstawie może incydentalnych przypadku.Proszę Was Koledzy – mniej emocji i złośliwości, a więcej życzliwości i spolegliwości. To bardziej będzie służyć kynologi łowieckiej.

    • Marku, masz w 100% rację. Ta „dyskusja” daje obraz kondycji współczesnej, polskiej kynologii lepiej niż cokolwiek innego. Świata nie zmienimy i narasta pytanie czy w ogóle warto próbować?

    • Panie Marku u naszych południowych sąsiadów nie trzeba zaglądać do archiwum żeby stwierdzić który z sędziów szkoli psy . Po prostu ich widać po obu stronach . U nas takie osoby można policzyć palcami u jednej ręki . Wbrew pozorom , sędziowanie jest bardzo ważne . Konkursy dla wyżłów oparte są na takim regulaminie , który daje duże pole manewru sędziemu a co za tym idzie subiektywnej ocenie . Trzeba mieć naprawdę duże doświadczenie by nie skrzywdzić psa i jego przewodnika . Co Pan powie o przypadku przyznania nagrody za małe pole ( które zresztą zwykle Pan ocenia ) psu , który uzyskał w nim trzy trójki ? Można mieć swoich faworytów ale nie za wszelką cenę ! Przygotować psa do konkursu i to do wszechstronnego wymaga systematycznego , wielomiesięcznego , codziennego szkolenia . Sędziowie nie powinni wpływać na pracę psa a niestety często przez brak doświadczenia przeszkadzają mu w poprawnym wykonaniiu zadania. Nie wspomnę o złej interpretacji regulaminu !

      • Ja nie układam psów myśliwskich, ale zawsze dysponowałem psem ułożonym przez świetnego menera. Natomiast mogę oświadczyć, że nigdy nie zepsułem ułożonego psa. Nie każdy ma predyspozycje do układania psów, chociaż dwie ostatnie moje suczki sam ułożyłem ponieważ obecnie dysponuję czasem. Ja już na pewno ,w moim wieku nie będę startował w konkursach.,Myli się Pan,, że nasze Regulaminy dają możliwość wypaczania wyników Konkursu. Nasze Regulaminy na szczęście nie dają „pola manewru”. Pies albo zrobi włóczkę albo jej nie zrobi. Pies albo zaaportuje kaczkę abo jej nie zaaportuje, pies albo będzie bobrował określony czas i sposób albo nie będzie.Co do dużego pola to ściśle jest określone jak pies musi go przekładać, z jakiej odległości wystawić zwierzynę, oraz respektować.Proszę o podanie Konkursu i psa, którego ja skrzywdziłem.faworyzując „kolesia”. – bo tak to , może opacznie,zrozumiałem. Czy to było może na Slimaku – oczywiści ironizuję. Panu się chyba pomyliło sędziowania na wystawach gdzie piękno psa ustala sędzia., choć oczywiście jest określony ściśle eksterier. Widzę, że główną przeszkodą w postępie w kynologii łowieckiej są sędziowie I niech tak pozostanie.A co do stwierdzenia, który sędzia sam układa i sędziuje to chyba będziemy musieli mieć napisane na czole ile tych konkursów zaliczyliśmy. Bo to głównie ciekawi przewodników. Myślę, że każdy sędzia powinien przed konkursem wyjść „przed szereg” i oświadczyć: „Proszę Panów przewodników ja ułożyłem X psów i startowałem z nimi w Y konkursach oraz zdobyłem Z dyplomów. Czy to was satysfakcjonuje i dopuszczacie mnie do sędziowania waszych wybitnych psów myśliwskich?

        • Nie wiem czemu odbiera Pan to tak do Siebie ? Nawet konkurencja włóczek , która wydawałoby się może być oceniona bez czynnika subiektywnego , bardzo często zostaje źle przygotowana . Nagminne jest robienie włóczek pod wiatr . Zdarza się , że pierwszemu z grupy pociągną włóczkę królika od skrzynek z żywymi bażantami przy silnym wietrze prawidłowo skierowanym . Co do oceniania włóczek to regulamin dawał duże pole manewru . Duże pole jest najbardziej obciążone subiektywnym ocenianiem . Po prostu to co nie da się zmierzyć jak np: siłę , szybkość , odległość , wysokość to wszystko inne jak :styl , dociąganie , wiatr , nos , chody obarczone jest większym lub mniejszym błędem. Południowi sąsiedzi zaczęłi mierzyć czas wykonywanych włóczek i dochledawek traktując drugoplanowo styl ich wykonywania : do 4 min 4 do 6 min 3 do 8 min 2 do 10 min 1 . W Polsce modyfikacja poszła w drugą stronę , Zaczęto zwracać uwagę na szczegóły : jakim wiatrem pracuje pies , czy idzie blisko tropu , Żebyśmy dobrze się rozumieli dam Panu przykłady ze sportu : Duże pole możemy porównać do jazdy figurowej na lodzie . W obu przypadkach mimo iż regulamin jasno mówi jak ma wyglądać wzorowa jazda czy praca w polu to sędziowie mają duże pole do oceny . Najlepiej widać to w skokach narciarskich . W skokach oprócz mierzalnej odległośći jest jeszcze subiektywna ocena za styl gdzie często widać rozbieżnośći wśród sędziów . Za tymi ocenami często kryją się sympatie i antympatie . Tak się dzieje na całym świecie . Na koniec podkreślę choć nie lubię się powtarzać . Żeby zminimalizować ryzyko błędu trzeba rozumieć i czuć pracę psa . Tego nie nauczy Pan się z żadnej książki ani nie przekaże Panu najlepszy szkoleniowiec w dwa tygodnie czy miesiąc . Powiem więcej , z tym trzeba się urodzić.

  17. Mój Boże, z psem myśliwskim ja poluję 46 lat, a Pan mi robi wykład na temat jakie predyspozycje powinien posiadać sędzia kynologiczny i pewnie myśliwy, który poluje z psem.Teoretyczne rozważania na te tematy nie maja sensu ponieważ widzę, że Pan jest przekonany o słuszności swoich sądów. Ja staram się oceniać zawsze psa, a nie tego, kto jest na drugim końcu smyczy czy otoku. Mnie przewodnik w mały stopniu interesuje, chociaż z wielka sympatią podchodzę do ludzi uczestniczących w próbach i konkursach. Zapewnia Pana, że to nie ma wpływu na moje sędziowanie, o czym przekonał się nie jeden mój Kolega.

    • To , że ktoś poluje z psem przez całe życie nie znaczy , że wie jak powinna wyglądać praca psa . ” Każdy z nas ma najlepszego psa na świecie „. Po to są konkursy , żeby sprawdzić m.in. czy czasem nam się tylko tak wydaje !

      • Kol. Gal, co kolega powie na temat konkursów, gdzie cześć konkurencji się nie odbywa, a dyplomy się przyznaje?

      • Niech się Pan zastanowi, na spokojnie, przed tym dalekim wyjazdem, co pan pisze i o co Panu chodzi? Cieszę się, że ujawnił się jeszcze jeden fachowiec – kynolog, który cenzuruje wszystko i wszystkich. Wiem bowiem z kim mam do czynienia., a wiem na pewno z imienia i nazwiska. Po tym ostatnim Pana wpisie nie widzę możliwości dalszej dyskusji, ponieważ osoba która wszystko wie, jest impregnowana na argument innych osób, jest arogancka i nie szanuje swojego interlokutora, nie zasługuje na powagę. Tym wpisem Pan mnie zwolnił z „bycia grzecznym”. Z czego wynika Pańskie prawo do cenzurowania ludzi i wypowiadania się na tematy, na których się nie zna. Np. na temat regulaminów, specyfiki pracy sędziego kynologicznego, przygotowania prób i konkursów. Ja nie podejmuję dyskusji dla dyskusji, bo to nas nie posuwa do przodu w zakresie uzdrowienia kynologii, czy dowiedzenia się coś nowego, ciekawego i pouczającego. Nawet jeżeli z kimś się z gruntu nie zgadzam, to staram się być chociaż grzeczny, a nie pouczać go co on w swoim życiu kynologicznym osiągnął, czy np. do czego „służą konkursy”. Pies myśliwski nie został „stworzony” po to aby uczestniczyć wyłącznie w konkursach. Pies myśliwski służy przede wszystkim do „pomocy” w polowaniu, a konkursy służą jedynie do rywalizacji i do doskonalenia danej rasy i selekcjonowania psów, które pozwolą nam wyhodować doskonałego reproduktora czy sukę hodowlaną. Jeżeli Pan tego nie rozumie to należy zająć się czymś innym, a nie kynologią łowiecką.
        Widzę, z Pana aktywności, że nie będzie Pana w stanie tego, o czym ja piszę i mówię, zrozumieć. Zamiast dyskutować dla dyskusji i zaspokojenia swoich ambicie – proszę zrobić coś , cokolwiek, co pozwoli nam na postęp w kynologii łowieckiej.
        Dziwię się prezesowi Klubu Wyżłów PZŁ, że jeszcze nie machnął na to wszystko ręką i …”niech to towarzystwo kisi się dalej w swoim sosie”.
        Coraz więcej ujawnia się ludzi, wszystko wiedzących i rozdających razy na odlew i na ślepo. Ja w tym uczestniczył nie będę. Po jednej z ostatnich imprez kynologicznych postanowiłem, że już nikomu nie będę pomaga w sprawach kynologicznych, nikogo nie będę zapraszał do udziału w prestiżowych konkursach, nikogo nie będę propagował jako dobrego hodowcę i uczestnika życia kynologicznego. Dlaczego? Nie warto tego czynić, bo ludziom często niezasłużenie, wydaje się, że już wszystko wiedzą i osiągnęli szczyt swoich kompetencji, a nie rozumieją jednego, że człowiek uczy się całe życie, a ludzi nigdy do końca się nie pozna.

  18. Ja, ja powiem : SUPER !!!
    Uproszczone regulaminy , uproszczone bardzo , ale jeszcze nie tak jakbym chciał .Konkursy korespondencyjne to jest to :
    – za zgłoszenie do 2 tyg. przed – I st
    – do dia konkursu- Ii st
    – w dniu konkursu – III st
    ale jak za trudno i zbyt duży cyrk, to można uprościć bardziej .

    • Proszę Pana ja już teraz wiem z kim mam do czynienia. Kpić to sobie można, ale te konkursy, o których pisze Kolega Tomek Wiński, chyba od lat odbywają się blisko Pana miejsca zamieszkania i dziwię się, że dzisiaj dopiero Pan się przebudził z ich krytyką i kpiną? Jeden z sędziów o tych faktach informował około 3 lat Zarząd Główny PZŁ i …nic, żadnej reakcji. Nie , była jedna – „wywalono” Go z komisji. Pisano także o tych nieprawidłowościach chyba na fb i innych społecznościowych witrynach. Także zero reakcji. W jakim celu kpiąc chce Pan uzdrowić konkursy w sąsiedztwie, a nie po prostu skontaktować się z Łowczym Okręgowym, którego doskonale Pan zna.

  19. Witam. Śledzę wpisy od jakiegoś czasu , a jako że jestem młodym myśliwym i swoją przygodę z wyżłem dopiero rozpocząłem -patrzę na różne problemy kynologi łowieckiej raczej z boku , gdyż brak doświadczenia nie pozwala wygłaszać zdecydowanych osądów . Dla mnie ideą posiadania wyżła jest promocja polowania z nim. Uparłem się i zdecydowałem, że pokaż myśliwym z mojego otoczenia jakim fenomenem jest polowanie z ułożonym WNK, gdyż nie mają oni o tym bladego pojęcia….. ale nie o tym chciałem… .
    Patrząc na całą tą kynologię z boku zastanawiam się, że skoro jest tych przewodników i psów użytkowych tak mało to dlaczego nie otoczyć ich „specjalną troską” , dlaczego nie zrobić z nich pewnego rodzaju „elity”? Powiedzmy- mam psa ułożonego ,robię z nim dwa konkursy na dyplom I st. (psy) suki minimum II st. po czym dostaję wpis do legitymacji PZŁ (zakładka-adnotacje) że jestem posiadaczem psa użytkowego, na podstawie tego np. płacę 1/2 składki do PZŁ , jestem zwolniony z czynności gospodarczych w swoim kole, przysługuje mi co roku od ZO dotacja na psa (karma, akcesoria do dalszego treningu ) itd itp.
    Jestem pewien , że dla bardzo wielu myśliwych byłaby to spora zachęta do posiadania psa użytkowego. Czy aby nie od tej strony należałoby promować kynologie łowiecką?

    • Szanowny Kolego, pomysł prosty i pewnie niezły, tylko kto jest zainteresowany praktycznym promowaniem kynologii łowieckiej, w dodatku płacąc myśliwym? Cała promocja opiera o się o katalog dobrych chęci bez cienia zainteresowania ich realizacją. Cieszę się jednak z jednego z niewielu normalnych głosów w tej sprawie.

    • Uważam, że głos Pana w dyskusji na temat kondycji kynologii łowieckiej zawiera kilka ciekawych pomysłów. Faktycznie myśliwy, który posiada psa rasowego myśliwskiego powinien być promowany przez zarząd koła. Np, zwolnienie z niektórych prac, oraz otrzymywaniem dodatkowych odstrzałów To są spraw, które może każdy zarząd koła zrealizować od ręki, potrzebna jest tylko dobra wola. Natomiast część finansowa propozycji jest niestety nie do wykonania. Pewnie Pan już się zorientował, że sytuacja myśliwego z psem w kole często jest b. trudna. Tak więc wszytko zależy od klimatu jaki musi narzucić nasza władza łowieckie – Zarząd Główny PZŁ. Myśliwy z psem rasowym to jest „pełny myśliwy” , tak powinien być postrzegany w naszym środowisku.

  20. Nie zgadzam się z propozycją wprowadzania certyfikowania psów. Erwin Dembiniok stał na stanowisku, że cyt.” Psy, których przydatność do polowania została stwierdzona na konkursach urządzanych przez PZŁ i tam oficjalnie zdobyły co najmniej dyplom III stopnia są określane mianem psów użytkowych.” Tego określenia proponuję się trzymać. Pozdrawiam Tadeusz Wójcik

  21. Moje propozycje są jedynie przykładem. Chodzi generalnie o to , żeby w jakiś znaczący sposób promować posiadanie rasowego psa myśliwskiego . Zachęcić kolegów , którzy jeszcze nie posiadają psa ,a maja ku temu warunki, żeby nie zwlekali z decyzją o nabyciu czworonoga. Myśliwy chcący posiadać rasowego , ułożonego psa powinien mieć w PZŁ „z górki” , a nie borykać się z problemami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *